Relacje , wspomnienia , zdjęcia i uwagi uczestników XXIII MZPL

W tym roku po raz drugi wzięliśmy udział w Międzynarodowym Zlocie Przyjaciół Lotnictwa w Kętrzynie.  Niestety, tym razem pogoda pokrzyżowała plany organizatorów. Z wielu zaplanowanych lotów odbył się tylko jeden do Suwałk i powrót przez Giże. Niemniej jednak Zlot obfitował w inne atrakcje. Wśród nich wizyta w Świętej Lipce i wysłuchanie koncertu organowego, zwiedzanie zamku w Reszlu oraz rejs statkiem po jeziorze Niegocin.  ( Wybierano takie miejsca, gdzie mogliśmy skryć się przed opadami deszczu ). Na statku nie zabrakło smakowitego jadła oraz śpiewów przy dźwiękach gitary, na której pięknie grali Zdzisław i Zosia z Elbląga.

Drugiego dnia udało się dolecieć do Suwałk, gdzie również zapewniono nam atrakcje. Był to przejazd z przewodnikiem główną ulicą miasta , a następnie zwiedzanie pięknego klasztoru o.o. Kamedułów w Wigrach. Po powrocie był obiad, a po nim wręczenie dyplomów i pucharów za celność lądowania na lotnisku. Pobyt w Suwałkach uświetnił samolot wojskowy z Powidza. Do jego zwiedzenia ustawiła się bardzo duża kolejka. Ponadto my spotkaliśmy się z moimi przyjaciółmi z czasów studiów mieszkającymi właśnie w Suwałkach, którzy przybyli na tę imprezę. W drodze powrotnej do Kętrzyna zahaczyliśmy o zaprzyjaźnione lotnisko w Giżach, gdzie jak zwykle zostaliśmy ugoszczeni pyszną grochówką i ciastem.

Niedziela to był czas wręczania certyfikatów oraz powrotów do domów. Niestety, na wylot znów musieliśmy czekać aż warunki ku temu będą odpowiednie. Na szczęście wszyscy bez szwanku dotarli na swoje lotniska.

Był to przyjemnie spędzony czas. Przeprowadziliśmy wiele rozmów z bracią lotniczą na interesujące nas tematy. Zostaliśmy bardzo serdecznie przyjęci przez gospodarzy, czyli p. Stanisława Tołwińskiego, p. Anię Piórkowską i p. Jerzego Kwiecińskiego nie zastąpionego na radiu. Za wszystko bardzo serdecznie dziękujemy”. 

 

Irena i Zbigniew Brewkowie ( samolot Skyranger SP-SGLS)

Foto relacja od Zbigniewa  Kędziory (samolot CH 701  SP-SZKA)

 

 

 

A tak wspomina  Radek  Olszewski

 

                          „Deszcz, latający pies i taneczne objawienie….”

 

Czwartek (5.08.21)

No i znowu jak corocznie ten Fajny Dzień. Wylot na Mazurski Rajd. Zacieram ręce. Udało się pozamykać wszystko w pracy, chociaż laptop w samolotowym bagażniku obecny. Tak na wszelki wypadek. I znowu niestety bez Brata. Szkoda. Ale jego nieobecność to więcej miejsca w skromnej bagażowej przestrzeni. Pogoda fajna więc przelot do Kętrzyna bezproblemowy. Trasa znana prawie na pamięć. Ląduję jako jeden z pierwszych. Pas startowy jak zwykle przygotowany perfekcyjnie.

 

Jest już biały Sky Rangerowy braciszek. Wylądował tuż przede mną. To Zbyszek z Ireną. W lotniskowej tawernie zaspokajam lekki głód ogórkową [pychota !]. Przywitanie ze Stasiem i Anią. Covidowe oświadczenie i czas na kawę. Przylatują kolejni uczestnicy. Józio swoim nowym samolocikiem z chowanym podwoziem. Darek trochę przytył ale w kabinie jakoś się mieści. Dolatujący z południa powalczyli trochę po drodze z deszczem i niskimi podstawami. Jest Piotrek z Ewą. Zbyszek z Zosią. Przyleciała też po raz pierwszy młodzież czteroosobową Socatą. Jest i Andrzej fotograf z którym latałem w zeszłym roku. Jego zdjęcia ze wspólnego latania zdobią teraz ściany mojego biura. Są tradycyjnie Litwini. Jest majestatyczny wodnosamolocik z Niemiec zajmujący połowę hangaru . No i przybyła też egzotyczna załoga. Boguś i Iwona to może jeszcze nie egzotyka ale ten trzeci dodatkowy członek załogi to zdecydowanie już tak… Mały, śmieszny piesek w rozmiarze kieszonkowym.

W samolocie mieści się w mapowym nakolanniku. Przesympatyczny czworonożny lotnik. Zaprzyjaźniłem się z nim od samego początku. Towarzyszył mi na kolanach w autobusowych wycieczkach. Dzielne zwierzątko. Nocleg w Wajsznorach. Super miejsce. Basia dba o wszystko perfekcyjnie. I te boskie śniadania w oszklonym patio. Fajny pokoik noclegowy. Z lokatorem w pakiecie. Duży szerszeń. Z nim też się zaprzyjaźniłem. Jakoś dzieliliśmy się przestrzenią pokojową. W końcu on też lotnik. Mimo otwartego okna nie chciał odlecieć. Tego dnia jeszcze grupowy wyjazd do Giżycka i tradycyjna wieczorna integracja w tawernie.

 

Piątek (6.08.21)

 

Pada od rańca. Chmury po ziemi. Prognoza się sprawdziła. Nie ma latania. Ale Stasiu nie pozostawia złudzeń. Bezproduktywnego lenistwa nie będzie . Jedziemy na wycieczkę. Zamiast samolotu autobus. No i latający pies na moich kolanach. Szczerze mnie chyba polubił. Najpierw Św.Lipka. Zwiedzanie kościoła i kilkunastominutowy koncert organowy. Zrobił wrażenie. Potem przejazd na Zamek w Reszlu. Kręte schody prowadzące do wysokiej wieży. Opowieści sympatycznej przewodniczki o wylewaniu gorącej smoły na intruzów szturmujących w przeszłości zamek. Ale trochę ciepełka nam by się dzisiaj przydało. Jest chłodno i deszczowo. Była przerwa w zamkowej knajpce na gorące napoje rycerskie. Ale wszystkim [a szczególnie pilotom, damska część wycieczki była mniej entuzjastyczna…] podobała się sala tortur z przeróżnymi mebelkami i akcesoriami które miały za zadanie przeobrazić średniowieczne czarownice w potulne aniołki. Wszystko to nieodparcie kojarzyło się z Pięćdziesięcioma Twarzami Greya….Teraz już znamy źródło jego inspiracji. A wieczorkiem to co piloci baaardzo lubią na każdym zlocie. Rejs stateczkiem. Było doskonałe jedzenie [różne ryby na zimno….palce lizać]. Była akustyczna gitarowa muza rodem z Elbląga i wspólne śpiewy. Był toast za Sławka Buziaka…A na zakończenie objawił się ukryty talent taneczny jednego z pilotów. Kto nie widział niech żałuje. Jego wężowe ruchy wywoływały aplauz. Głównie damskiej części towarzystwa Dziewczyny piszczały, a piloci rodzaju męskiego bili brawo i przecierali oczy ze zdumienia podziwiając jak On tańczy…..Było profesjonalnie. Prawie jak w nocnym klubie dla dorosłych

Sobota (7.08.21)

Jest latanie. Czyli to co tygryski lubią najbardziej. Niska podstawa chmur. Przechodzący front. Ale lecimy do Suwałk. Ze względu na silny zachodni wiatr większość samolotów startuje z drogi kołowania. Wtedy idealnie wieje w nosek. Sky Ranger odrywa się po kilkunastu metrach. Kierunek Suwałki. Wieje w plecy ponad 40 km/h. Po drodze doganiam front i lecę przez kilka minut w deszczu. Cel coraz bliżej. Meldowanie w punkcie Whisky. Prawy krąg i lądowanie na kierunku zachodnim. Długi betonowy pas. Zawody w lądowaniu na celność. Widzę wyraźnie miejsce pożądanego przyziemienia. Jest coraz bliżej. Mimo silnego porywistego wiatru przyziemienie delikatne. Jak na włochatym dywanie. A najważniejsze że prawie idealnie w punkt. Uff…poszło nieźle. Parkowanie samolotu i czas na kawę. Na lotnisku festyn. Ogrom ludzi. Wystawa sprzętu [przyleciała nawet Bryza]. Skoki spadochronowe i tunel aerodynamiczny do symulacji swobodnego spadania. Jedziemy na fajną wycieczkę do Zespołu Klasztornego Kamedułów w Wigrach. Powrót na lotnisko. A potem ogłoszenie wyników zawodów na celność lądowania. Mam drugie miejsce Okazały puchar zapełnia połowę bagażnika w moim samolocie.

 

Powrót przez Giże [tam zawsze dobre ciasto i kawa] do Kętrzyna. Pogoda zdecydowanie lepsza niż rano. Wypogodziło się. Niski przelot nad Giżyckiem i machanie skrzydłami do nielotów zadzierających z podziwem głowy. Wieczorem Tawerna Awiatorów i kontynuacja w Wajsznorskim Majątku…

 

Niedziela (8.08.21)

Deszczyk i chmury nisko. Ale prognoza na drugą część dnia optymistyczna. Czas pożegnać i podziękowań dla organizatorów. Po 15-tej startuję i kurs powrotny do Kornego. Czołowy wiatr więc lecę sporo ponad 2 godziny. Lądowanie w mojej kaszubskiej bazie. Kawa i chwila na hamaku. No i obowiązkowo sms potwierdzający przylot. Było fajnie. I już myślami jestem przy następnym Rajdzie……

Szczególne podziękowania :

Dla Stasia : za całokształt i za to że co roku chce się tutaj wracać

Dla Ani : za ogarnianie niesfornych pilotów

Dla Jurka Komandora Rajdu : za sprawne kierowanie lotami i pogodę ducha

Dla Basi : za gościnność i super śniadania

Dla Andrzeja fotografa : za pakiet rajdowych zdjęć

Było super. I co najważniejsze było bezpiecznie. I tak trzymać !!!

 

Radek Olszewski (samolot Sky Ranger SP-SDAG lotnisko EPKO, sierpień 2021

 

XXIII Międzynarodowy Zlot Przyjaciół Lotnictwa, lotnisko Kętrzyn – Wilamowo

(Relacja  obserwatora) 

Minął miesiąc z okładem od zakończenia tegorocznego XXIII Międzynarodowego Zlotu Przyjaciół Lotnictwa, który tradycyjnie odbywa się w pierwszy weekend sierpnia na lotnisku Aeroklubu Krainy Jezior w Kętrzynie Wilamowie. Od kilkunastu lat zlot był połączony z Międzynarodowymi Pokazami Lotniczymi Mazury AirShow, które odbywały się nad Jeziorem Niegocin w Giżycku oraz na lotnisku AKJ. Jednak panująca od początku 2020 roku pandemia COVID-19, podobnie jak rok temu i obecnie pokrzyżowała plany organizatorom, którzy pod przewodnictwem niestrudzonego Stanisława robili wszystko by ta szacowna impreza mogła się odbyć chociażby w okrojonym programie. I podobnie jak rok temu został zorganizowany tylko Zlot Przyjaciół Mazur, ale i tak atrakcji dla uczestników miało nie zabraknąć. Ja w zlocie uczestniczyłem po raz pierwszy, chociaż w kilku edycjach Mazury AirShow w poprzednich latach brałem udział „czynny naziemny” – pomimo „lotniczego – ptasiego” nazwiska zawsze chadzałem po ziemi, często przemieszczając się samochodem, a nie jak 98% uczestników, którzy szybują w obłokach pośród błękitu przestworzy w swych latających maszynach. Ku którym nieraz z zazdrością zerkałem… . Tegoroczny zlot zapowiadał się dosyć okazale – uczestników zgłosiło się ponad dwudziestu, dlatego po krótkiej naradzie z Andrzejem ustaliliśmy jedyny słuszny kierunek i w drogę. On za kółkiem swojego „Czerwonego Szerszenia”, bez obrazy dla Renaulta Twingo, który wiele tysięcy kilometrów przemierzył po polskich drogach wożąc nasze skromne osoby, a ja jako przysłowiowy pilot-nawigator, ale i tu miałem konkurencję w postaci standardowej mapy GPS w telefonie. Technika gna do przodu w zastraszającym tempie… .

Sprawdziliśmy aktualną pogodę i raniutko w czwartek, 5 sierpnia w drogę. Tym razem najpierw udaliśmy się do Mikołajek, gdzie w Hotelu Robert’s Port mieliśmy zakwaterowanie. A stąd, gdy już odświeżyliśmy się po podróży obraliśmy właściwy kierunek czyli na lotnisko w Kętrzynie. I tu pierwsze zaskoczenie – na lotnisku puściutko, pomimo dochodzącego czwartkowego przedpołudnia – szybki wgląd w mapy meteo i drugie zaskoczenie większość obszaru Polski pokryta frontami burzowymi – no nic czekamy. Na nudę nie narzekaliśmy ponieważ czuwająca nad wszystkim i ogarniająca dosłownie każdą sprawę związaną z organizacją Zlotu, Prawa Ręka Prezesa, pani Ania Piórkowska zaprosiła nas do pomocy – co cztery dodatkowe ręce na pokładzie, to cztery dodatkowe ręce… . Szybciutko dostaliśmy nożyczki i inne potrzebne akcesoria, krótki instruktaż, i dalej do pracy przy identyfikatorach dla uczestników Zlotu. Niektórzy z Was mieli nierówno poprzycinane identyfikatory – przepraszam, to moja robota – czas pomyśleć o okularach… . Wiadomo czas przy pracy upływa szybko i nawet się nie obejrzeliśmy jak powolutku zaczęli zlatywać się uczestnicy Zlotu. Praca została wykonana, dlatego z czystym sumieniem mogliśmy z Andrzejem oddać się bardziej dla nas interesującej części zadań – fotografowaniu przylatujących załóg i ich samolotów. Niestety, jak napisałem wcześniej, pogoda pokrzyżowała lotnicze plany większości zgłoszonych załóg, ale i tak połowa z nich odmeldowała się na lotnisku AKJ.

Piątek, 6 sierpnia, przywitał wszystkich pogodą, o której się mówi – taka, że nawet wrony chodzą piechotą – potwierdzam – chodziłem piechotą razem z innymi wronami…. . A, że dzień był niestety nielotny organizatorzy zaproponowali wszystkim uczestnikom wycieczkę do Sanktuarium Maryjnego w Świętej Lipce. W przepięknej Bazylice pw. Nawiedzenia NMP wysłuchaliśmy koncertu organowego, a przewodniczka opowiedziała nam o historii Świętej Lipki, bazyliki oraz legendach związanych z figurką Matki Bożej z Dzieciątkiem. Stąd udaliśmy się do Reszla, w którym zwiedziliśmy zamek biskupów warmińskich. Na inne atrakcje turystyczne w tym zwiedzanie samego miasta nie pozwoliła nam niestety pogoda. Po kawie, ciastku i herbacie, a niektórzy piwie nastąpił powrót na lotnisko a później przejazd do Giżycka na tradycyjny już rejs statkiem m/s „Tałty” dowodzonym przez kpt. Jana Magurę po Jeziorze Niegocin. Tu przy suto zastawionym stole oraz pieczonym prosiaku, w miłej atmosferze zakończyliśmy deszczowy piątek. I chyba ktoś na górze zlitował się nad uczestnikami Zlotu, bo prognoza pogody na sobotę zapowiadała się z goła inna niż ta barowa panująca przez cały piątek.

Sobota, 7 sierpnia, trzeci dzień Zlotu. Atrakcją na ten dzień był zaplanowany przelot na lotnisko w Suwałkach, na którym uczestnicy Zlotu wzięli udział w zawodach na celność lądowania o puchar Prezydenta m. Suwałki oraz Festynie Lotniczym „Odlotowe Suwałki”. Meldujemy się z Andrzejem na lotnisku AKJ, załogi w komplecie, krótki briefing przed startem. A my, no cóż, latającej aparatury jeszcze nie nabyliśmy, a gdyby nawet, to któż miałby ją pilotować? Pokręciliśmy się trochę, pomyśleliśmy, szybka decyzja, „Czerwony Szerzeń” pod ręką, więc załoga do wozu i w drogę. Oczywiście do Suwałk, a gdzieżby indziej. Wystartowaliśmy dobrą godzinę przed załogami, którym przypięto skrzydła i o ironio byliśmy ostatnimi, którzy zameldowali się na suwalskim lotnisku. No cóż – w powietrzu nie ma korków, ograniczeń prędkości oraz świateł kierujących ruchem. Dlatego też, gdy zameldowaliśmy się na płycie lotniska było już po konkursie na celność lądowania o puchar Prezydenta m. Suwałki. Następnie uczestnicy Zlotu wyruszyli autokarem na krótką wycieczkę nad Jezioro Wigry, nad którym w wiosce o tej samej nazwie znajduje się kościół (obecnie parafialny pw. Niepokalanego Poczęcia NMP) oraz po-kamedulski zespól klasztorny. Powrót na lotnisko w Suwałkach, a po obiedzie rozpoczęło się uroczyste wręczenie nagród i dyplomów dla uczestników Zlotu oraz Festynu „Odlotowe Suwałki”. Konkurs na celność lądowania wygrał Zbigniew Kędziora – samolot Zenair STOL CH 701 SP-SZKA, II miejsce zdobył Radosław Olszewski – Skyranger 912 SP-SDAG, a III miejsce zajął Dariusz Kubicki – Ekolot KR-030 Topaz SP-SADK, którzy zostali wyróżnieni pucharami. Kolejnym punktem było wręczenie upominku od Organizatorów i uczestników XXII Międzynarodowego Zlotu Przyjaciół Lotnictwa na ręce Prezydenta m. Suwałki pana Czesława Renkiewicza. Sobotnie popołudnie szybko upływało, dlatego nadszedł czas na pożegnanie się z gościnnymi Suwałkami i start załóg w drogę powrotną, z międzylądowaniem w Giżach – lądowisku, które założył pan Ryszard Suchocki. My, po wcześniejszym udokumentowaniu odlotów z Suwałk, ruszyliśmy w drogę do Mikołajek.

8 sierpnia, niedziela, ostatni dzień Zlotu przywitał nas znowu kiepską pogodą. Przyjazd na lotnisko AKJ, tu już trwała poranna krzątanina – w planach był przecież przelot widokowy nad Krainą Wielkich Jezior Mazurskich, z którego z bólem serca organizatorzy i uczestnicy Zlotu musieli zrezygnować. No cóż łaska pańska na pstrym koniu jeździ, a barową pogodę można tylko zapić…. . Załogi czekały na polepszenie się warunków, a my również na to samo, by uwiecznić odlatujących uczestników i ich maszyny na zdjęciach. Nadszedł czas pożegnań, czas XXIII Międzynarodowego Zlotu Przyjaciół Lotnictwa dobiegał końca, z lotniska ubywało coraz więcej samolotów. Niektórzy z pilotów decydowali się na odlot pomimo trudnych warunków na trasie, ponieważ dalsze oczekiwanie na zmianę na lepsze mogło zakończyć się kolejnym noclegiem w Kętrzynie. Wszystko co dobre ma swój szybki koniec. Cztery dni pobytu w przepięknej krainie Mazurskich Jezior i u wspaniałych ludzi zleciał nam szybciutko. Lotnisko opustoszało, ostatnie samoloty zniknęły za horyzontem. Przyszedł czas i na nasz odjazd, ale z gorącym postanowieniem, że za rok na pewno tu wrócimy. Ale zanim wyruszyliśmy w drogę powrotną, zostaliśmy zaproszeni przez Stanisława na domowy obiad przygotowany przez Jego małżonkę, niezastąpioną panią Barbarę.  

Kończąc tę moją, może trochę za długą relację, chciałbym serdecznie podziękować w swoim i Andrzeja imieniu organizatorom XXIII Międzynarodowego Zlotu Przyjaciół Lotnictwa, a w szczególności:

- Stanisławowi – za mistrzowskie zorganizowanie Zlotu,

- Jerzemu Kwiecińskiemu – za pasję z jaką poświęca się lotnictwu, Jego wiedzę i chęć dzielenia się nią z innymi,

- pani Ani Piórkowskiej – za organizację rzeczy niemożliwych,

- oraz wszystkim osobom, których profesjonalizm oraz zaangażowanie w kętrzyńską lotniczą imprezę może być przykładem dla innych,

- szczególne podziękowania kierujemy do pani Barbary za wspaniały poczęstunek w niedzielne popołudnie, które wzmocniło nasze siły na drogę powrotną do Łodzi.

P.S. Od Stanisława wiemy, że wszystkie załogi szczęśliwie dotarły do miejsc stałego bazowania.

Z lotniczym pozdrowieniem i życzeniem do zobaczenia za rok

 

Andrzej „Nielot” Wrona

 






strona główna dla pilota kalendarz imprez biuro prasowe kontakt