W zbiorze różnych informacji o XXII Międzynarodowym Zlocie Przyjaciół Lotnictwa i Mazur zadaniem tej zakładki ma być „oddaniem głosu” uczestniczącym w ZLOCIE załogom samolotów. Na wspomnienia, relacje , refleksje i uwagi w oparciu o własne obserwacje i przemyślenia. Będą publikowane za zgoda autorów i niezależnie od stopnia krytycyzmu. Uprzedzam , że niecenzuralne fragmenty zostaną wykropkowane a obelżywe nie zostaną zamieszczone.

Zachęcam więc do podzielenia się swoimi doznaniami , uwagami czy sugestiami na przyszłość!!!

Stanisław Tołwiński-Prezes AKJ


Kłaniam się organizatorom XXII MZPLiM!

Jeszcze raz b. dziękuje za zaproszenie i możliwość spędzenia z Wami kilku interesujących dni. Było super, doceniam trud zorganizowania imprezy.

Mnie osobiście brakowało, na początku inauguracyjnego spotkania z prezentacja , lub autoprezentacja, poszczególnych uczestników. Moze dlatego, że byłem pierwszy raz.

Wysyłam trochę zdjęć, jeśli się przydadzą do publikacji będę się cieszył.

Do zobaczenia!

Leszek (SP-SLES)

Absolutnie masz rację z niedostatkiem sprawy prezentacji czy autoprezentacji. Taka była idea ale jak pamiętasz zbierano się na raty. Niestety nie wszyscy doceniają pracę i zamysł organizacyjny pewnego sznytu elegancji. Ja mam taką zasadę , że jeżeli cos organizuje to chciałbym mieć możliwość eleganckiego i integrującego wszystkich „startu”.

Stanisław T.

PS. (17.08.2020)
Mimo zapowiadanej obietnicy Leszka "Do zobaczenia" już nie będziemy mieli okazji się zobaczyć. Leszek w dniu 15 sierpnia po godz. 21-szej ( w tydzień po naszym ZLOCIE) zakończył okres ziemskiego uprawiania pasji lotniczej. Niestety w wyniku niezrozumiałego i nieszczęśliwego wypadku lotniczego , przenosząc się do niebiańskiej formacji General Aviation.

O wypadku w rejonie lądowiska Kikity dowiedziałem się w niedzielny poranek 16 sierpnia. Nie muszę opisywać (bo się domyślicie) w jaki byłem stanie po otrzymaniu tej wiadomości do Jerzego Kwiecińskiego. Natychmiast wykonałem telefon do Kikit , do Michała Cedrońskiego. Gdy do mnie dotarła wiadomość od Michała, że to właśnie zginął Leszek, nie mogłem znaleźć dla siebie skutecznej formy uspokojenia.

Jak zapewne uczestnicy ZLOTU pamiętają, Leszek był zdobywcą Pucharu za drugie miejsce konkurencji lądowania na celność w ORNECIE i pierwszego miejsca oraz Pucharu Prezydenta w SUWAŁKACH.

Nie rozumiem co się stało? Co było powodem, że dojrzały mężczyzna , rozsądny pilot, sympatyczny i uczynny kolega tak nagle zniweczył zapowiedź "Do zobaczenia!".

Wobec takiego rozwoju niepodziewanie tragicznych zdarzeń mnie nie pozostaje nic innego napisać jak ŻEGNAJ LESZKU!!!

W zaistniałej tak dramatycznej sytuacji, w imieniu Aeroklubu Krainy Jezior i swoim własnym składam wyrazy współczucia dla wszystkich bliskich Leszkowi i pasażerki samolotu, która również w tym lotniczym wypadku zakończyła swój ziemski żywot.

Przyczyny wypadku bada PKBWL oraz prokuratura. Nie wdając się w ocenę tego zdarzenia przez PKBWL , zachęcam wszystkich pilotów (zawsze i wszędzie) do pewnego dystansu dla swoich "wyjątkowych" kwalifikacji, dobrego - rozważnego przemyślenia planu lot i odcelowego lotniska, pewnej pokory gdy trzeba zrezygnować z zamierzonego celu a zawsze naczelną myślą ma być bezpieczeństwo wykonania zaplanowanej operacji lotniczej. Nie zapominajmy, że przed każdym lotem gotowość samolotu do wykonania zaplanowanego lotu powinna być dokładnie sprawdzana. By o czymś nie zapomnieć , po to jest i powinna być wykorzystana "checklista".

Drodzy Piloci! Przygotowujmy swoje loty rozważnie a ich wykonanie niech będzie zawsze bezpieczne! Pamiętajmy , że akurat przesada w sprawach bezpieczeństwa operacji lotniczych nie jest i nie może być wstydem a ważną życiową zaletą!

Stanisław Tołwiński




Od Bożenki i Bogdana...

Witam ,śpieszę dołożyć swoją cegiełkę w relacji z ostatniego rajdu. Otóż była to fantastyczna impreza ,chociaż trochę okrojona z racji obowiązujących ograniczeń pandemii.Na wszystkich lotniskach byliśmy podejmowani tradycyjnymi poczęstunkami i organizowane były wycieczki prezentujące okolice. Odwiedziliśmy m. in. lądując na nowo otwartym lotnisku piękną Ornetę która wywarła na mnie duże wrażenie . Nie sądziłem że poznam taką perełkę na Warmii wraz z zabytkami sakralnymi. Wybraliśmy się trochę później dzięki uprzejmości strażaków ,wraz z żoną do miejscowej strażnicy OSP. Poznaliśmy jej historię . Podziwialiśmy ich niesamowitą pracowitość i duch sportowy w pełnym przekroju wiekowym. Na pewno tam jeszcze wrócimy . Trudno tutaj opisać wszystkie wrażenia z pozostałych dni rajdu w niepowtarzalnej atmosferze, w jak zwykle pięknej pogodzie . Najlepiej będzie uczestniczyć w nim w przyszłym roku do czego Was wszystkich gorąco zachęcam i bardzo dziękuję organizatorowi Stanisławowi Tołwińskiemu bez którego nie byłoby to możliwe.

Bożena & Bogdan (I-8412)

Cieszę się , że mój zamiar pokazania ORNETY tak miło został przyjęty , myślę , że nie tyko przez Was. Władzom ORNETY da to swoistą satysfakcje i potwierdzenie , ze otwarcie lotniska dla samolotów General Aviation ma bardzo przyszłościowe znaczenie dla promocji oferty turystycznej regionu.

Stanisław T.




W wyniku osobistych doznań , pamięci i spostrzeżeń okiem Radka.

Piątek 7 lipca. Poranek na lotnisku Korne. Sky Ranger już przed hangarem. Zatankowany. No i perfekcyjnie umyty. Bo przecież w gościnę leci…Który to już rajd ? Czwarty ? Piąty ? A jednak szósty. Czas biegnie szybko. Tym razem po raz pierwszy bez Brata. No i dzień później bo praca trochę przytrzymała. Brat bardzo chciał lecieć ale wcześniej zaplanowany urlop pokrzyżował lotniczą wycieczkę. Wirus przesunął termin. Bywa. Dokładny przegląd przedlotowy i próba silnika bez zastrzeżeń. Niebo piękne zaprasza. Prognoza wymarzona. Stabilny wyż. Tylko trochę gorąco. Startuję. Nabieram wysokości i kieruję się na wschód. Oprócz GPS-a tradycyjnie wykreślona minutówka na mapie. Starsi piloci znają temat. Lekki czołowy wiatr. Fajna widzialność. Na trasie łączność z FIS-em. Mijam Elbląg i zbliżam się do Ornety. Na pasie stoją samoloty z Rajdu. Czyli załogi pojechały już do miasta. Perspektywa dłuższego czekania na rozgrzanym lotnisku na powrót załóg sprawia że bez lądowania dalej do Kętrzyna. Powietrze spokojne. Widoki znajome. Ale…zaraz zaraz…coś tutaj się nie zgadza…No tak. Na trasie brak żółtego. Brak żółtego koloru. Brak rzepaku. To taki fantastyczny dodatek dla pilotów w czasie czerwcowego latania. I dotychczasowe doloty do Kętrzyna zawsze takie były. No tak. Ale to był zawsze czerwiec. Ech ta pandemia. Dolot do lotniska coraz bliżej. Sprawne lądowanie jak na wystrzyżonym golfowym polu i kołowanie pod rękaw. Powitanie z Anią i jak zwykle pełnym energii Jurkiem Kwiecińskim. Pomyślna weryfikacja temperatury mojego czoła i wypełnianie papierów. Samolot do hangaru i przydział hotelu. Wieczorem statek po jeziorku. Powinno pomóc na upał chociaż trochę. Zlatują się załogi. Tradycyjne powitanie. Są Kikitowcy i Litwini. Jest Janusz wiatrakowcem z Kornego. Józek swoim Zodiakiem i Boguś Babiarz. Tomek z Moniką. Piotr z Rudą a Tomek z synem swoim uroczym Piperkiem. Św.p. Sławek Buziak też jest. Tylko lata bardzo wysoko i macha nam skrzydełkami na powitanie…Statek jak zwykle super. Tym razem w towarzystwie wodnosamolotu z niemiecką załogą. Maszyna pięknie komponuje się z taflą jeziora. Machamy do siebie. Wieczorem hotel w Giżycku. Wygodne spanie i bardzo dobre śniadanie. Jeszcze poranna kawa i wspólnie z Andrzejem pakujemy się do podstawionego autobusu. Andrzej to Łódzki Klub Seniorów Lotnictwa. Andrzej to też znany lotniczy fotograf. Na lotnisku odprawa i rój samolotów wyrusza w stronę Suwałk. Startujemy. Paliwo pod korek. Gorąco. Bez wiatru. No i dzielny fotograf na pokładzie. Start dłuższy niż zwykle. Kurs na Suwałki. Piękny lot z niskim przelotem nad giżycką plażą. Andrzej trzaska zdjęcia. Powietrze spokojne. Betonowy pas lotniska w Suwałkach widoczny z daleka. Podejście z długiej prostej. Konkurs lądowania na celność. Jest nieźle ale z lekkim przelotem. Pas imponujący. No i jest klimatyzowany namiot dla uczestników zlotu. Odżywamy. Zimne przekąski a potem ciepły obiad. Oficjalne otwarcie pasa i wycieczka do miasta. Sympatycznie i interesująco. Po krótkim odpoczynku przelot do Giż. Zaledwie kilkanaście minut. Lądowanie tradycyjnie przy rękawie na górce i chłodne napoje. Powrót do Kętrzyna. Chcę oddać stery Andrzejowi ale kręci głową. Mimo upału i intensywnego dnia jest bardzo dzielny. Ponowny przelot nad wodą w Giżycku i zaraz Kętrzyn. A po lotach wieczorem w Giżycku…Najpierw super lody sponsorowane przez organizatorów. Potem twierdza Boyen. Lekki jazz na żywo [Ruda nawet próbowała tańczyć !] a potem absolutnie genialny pokaz fajerwerków z muzą w tle. Oba elementy zsynchronizowane ze sobą idealnie ! Było super.

Niedzielny poranek. Odprawa i czas pożegnań. Pogoda od zachodu ma się popsuć i zawitają burze więc nie chcę za długo czekać z odlotem. Żegnamy się tradycyjnym….do następnego razu. I widząc pełnego entuzjazmu Stasia tak sobie myślę że na te Mazury to będziemy latać do końca świata albo i dzień dłużej….

Dzięki wszystkim za super organizację. Stasiowi za kolejny zlot i całokształt. Jurkowi Kwiecińskiemu za wzorową organizację lotów. Ani za ogarnianie całego niesfornego stada pilotów, zwłaszcza w czasie atrakcji popołudniowo wieczornych. No i za całokształt też.

Po starcie low pass i kierunek zachód. Przekraczam Wisłę i robi się przedburzowo. Okolice Kornego witają silną turbulencją. Czuję że wracam. Matka ziemia wita łagodnie. Po godzinie ląduje wiatrakowcem Janusz który startował z Kikit. Jeszcze tradycyjny sms do Stasia potwierdzający lądowanie i relaks w lotniskowym hamaku….Było super.

A dzisiaj się dowiaduję że tydzień po zlocie ktoś z nas przegrywa z podniebnym żywiołem. Który od czasu do czasu niestety kogoś z latającej braci zabiera do siebie….

Latajmy bezpiecznie. Zawsze.

Radek (SP-SDAG), sierpień 2020

Bardzo ładny literacko tekst, wprost do publikacji medialnej, nie tylko w tej zakładce ze ZLOTU. Odnosząc się do sprawy najważniejszej , nieustająco podzielam pogląd LATAJMY BEZPIECZNIE. Jeszcze nikomu nie zaszkodziło więcej pokory i dystansu do swoich „najwyższych kwalifikacji”.

Stanisław T.




W ocenie pilota Wiatrakowca

Ja właściwie mam jedynie kilka uwag jak poniżej:

  1. Wolniejsze statki powietrzne powinny startować w kolejności wynikającej z organizacji ruchu na apronie i od razu powinny wchodzić na wysokość przelotową około 500 ft niższą niż szybsze. To powinno być podane na breefingu.

  2. Szybsze statki zaraz po starcie powinny od razu wchodzić na wysokość przelotową wyższą, określoną jak w pkt 1.

  3. Można jeszcze dodać trzecią wysokość dla bardzo szybkich statków, ale wtedy trzeba podać „call sign-y” statków, które z nich jakie mają przelotowe wysokości.

  4. Program ewentualnych wizyt w różnych miejscach powinien uwzględniać mniej atrakcji, bo wg. mnie był zbyt napięty.

  5. Warto by przed startem przesłać pilotom mailem zdjęcia miejsc z dokładnym oznaczeniem miejsca punktowanego lądowania. Można też wymusić na organizatorach takich konkurencji, wykonanie dokładnie takich samych oznaczeń na wszystkich lądowiskach. W Gryźlinach, Kikitach, Suwałkach i Ornecie nieco się od siebie różniły.

Ogólnie to dziękuję za zorganizowanie imprezy, bo sam wiem, ile czasu i wysiłku trzeba włożyć w cokolwiek co by to miało ręce i nogi.

Janusz (Wiatrak SP-XKOR)

Co do operacji przelotu statków powietrznych nie kombinowałbym z wysokościami dla różnych statków. Wystarczyłoby aby piloci bezwzględnie stosowali się do ustalonej zasady , że najpierw wylatują najszybsze a następnie coraz wolniejsze a na końcu najwolniejsze. Mam na swym koncie doświadczenia organizacyjne ponad 30-ście dużych i skutecznie zrealizowanych międzynarodowych rajdów na Litwę do Czech oraz po Warmii i Mazurach. Działamy w tej sprawie z pełną świadomością.

Nie przeceniałbym sprawy oznaczenia konkurencji na celność lądowania. To nie były Mistrzostwa Świata a mobilizująca „zabawa” dla pilotów. Kto dobrze wysłuchał informacje na briefingu nie miał problemów z rozpoznaniem miejsca „0” do przyziemienia.

Ten „napięty” program był próbą zainspirowania pilotów/załóg do zobaczenia kawałka okolic lotnisk. By potem chciało się wracać w te miejsca już indywidualnie. Ale może nie warto się tym zajmować, ponosić spore koszty i męczyć organizacyjnie?

S. T.




Przemyślenia i pewne sugestie .

Ja właściwie mam jedynie kilka uwag jak poniżej:

  1. W trakcie przelotów mieliśmy wrażenie, że część pilotów nie uczestniczyła w briefingach. Co chwile ktoś pytał o częstotliwość lotniska dolotu, elewację lotniska, kierunek kręgi i podejścia itd itp...

    Wyglądało to tak, jakby piloci dopiero po starcie zaczęli się zastanawiać, co ma się dalej wydarzyć. Moim zdaniem powinna być wyznaczona jedna godzina briefingu (a nie przedział 11.00-11.00) i egzekwowana obecność pilota lub nawigatora z każdej załogi. Uważam, że powinna być wyznaczona kolejność startów (od najszybszych do najwolniejszych), tak, żeby każdy znał znaki swojego poprzednika i kolejnego z tyłu (żeby można było korygować pozycję w powietrzu). Wszyscy powinni lecieć na jednej wysokości (i tym samym ciśnieniu). Wszyscy powinni stosować tą samą procedurę podejścia (w przypadku trudnych do wypatrzenia lądowisk - Giże, może najlepiej wlecieć nad punkt), możliwie najprostszą do realizacji (unikać konieczności skołowywania backtrackiem).

    Komunikacja z FIS. Moim zdanie najlepiej zadzwonić do FIS z informacją o przelocie "x" samolotów z miejsca "y" do miejsca "z". Pierwszy w powietrzu zgłasza grupę (i reszta nie odzywa sie do FIS) a ostatni odmeldowuje się na FIS jako zamykający.

    Ostatnie do briefingu - powinny być omówione procedury dla sytuacji niestandardowych - np. co robić w przypadku konieczności odejścia na drugi krąg, co robić po awarii samolotu na pasie lotniska docelowego (gdzie lecieć i jaki jest wymagany zapas paliwa) itp...

  2. Waham się co do konkurencji lądowań. Z jednej strony fajna zabawa, ale u niektórych może prowadzić do sytuacji niebezpiecznych - jeśli ambicja i chęć zwycięstwa za wszelką cenę biorą górę nad rozsądkiem.

  3. Obserwacje z Ornety: przy slabym wietrze może warto było rozważyć lądowanie z prostej (na kierunku 24) - żeby uniknąć skołowywania backtrackiem.

  4. Samochód follow-me powinien wyjeżdżać i czekać na środku pasa (na żółtej linii). W sytuacji, gdy samochód czekał z boku, samoloty kołowały w jego stronę niebezpiecznie blisko znaku drogowego na krawędzi drogi startowej (swoją drogą nie powinno go tam być).

  5. Suwałki - samoloty na płycie postojowej mogły być ustawiane od razu nosem w kierunku północnym, żeby łatwiej było wykołować z powrotem na pas (każda załoga przed startem musiała obracać samolot "ręcznie").

  6. Giże - trochę za małe lądowisko na ~30 samolotów. Na płycie samoloty stały tuż przy pasie, a 3 maszyny z boku pasa - też proszenie się o wypadek. Może w takich przypadkach ograniczać liczbę samolotów?

Generalnie daje się zauważyć "odpływ" dużych samolotów w stosunku do tych bardziej "ultra".

Nie wiem tylko czy to znak czasów (piloci przesiadają się do mniejszych maszyn?), czy zmiana pokoleniowa, czy może część pilotów rezygnuje z udziału w rajdach bo też dostrzegają te rzeczy, które nas niepokoją?

To tyle na gorąco ale szczerze i życzliwie.

Tomasz (D-EDSU)

Dzięki za spostrzeżenia i głębokie przemyślenia oraz pewne sugestie . Nie chcę się wprowadzić w stan irytacji by powiedzieć (napisać) co widziałem i jakie mam swoje uwagi. Zgadzam się z większością uwag a o niektórych sprawach bym podyskutował. Po ponad 30 zrealizowanych rajdach na Litwę oraz po Warmii i Mazurach , mam mnóstwo swoich spostrzeżeń i jeszcze ani razu nie udało się w 100% zrealizować moich/naszych zamierzeń co do sfery operacji lotniczych. Bo jak wiadomo piloci to bardzo często indywidualiści trudni do zdyscyplinowania.

Od pierwszego dnia na briefingu (niestety nie wszyscy byli,) które były wstępnie roboczo planowane w godz. 09.00 -10.00 a następnie uściślane na 09.30. przy odrobinie chęci można było zauważyć nasze (organizatorów) wskazania. Natomiast sprawa ORNETY niezależnie od briefingu porannego dnia 7.08. była bardzo szeroko i specjalnie omawiana przez Michała Cedrońskiego na wieczornym powitalnym spotkaniu pilotów, w dniu 5 sierpnia.

Jeszcze raz dzięki za konstruktywną korespondencję i troskę o bezpieczeństwo naszych imprez. Oby tak wszyscy chcieli się zatroszczyć dostosowując swoje postępowanie do precyzyjnego wykonania zamierzeń i dyspozycji organizatorów.

Po zgromadzeniu ocen i uwag od kolejnych pilotów , chętnych podzieleniem się swoimi spostrzeżeniami pozwolę sobie na ustosunkowanie się do nich i na sprecyzowanie co mnie inspiruje do organizowania tak dużych i nie łatwych imprez lotniczych.

Stanisław T.




Od czego zacząć?

Na pewno od wspomnienia jednego z uczestników "XXII Międzynarodowego Zlotu Przyjaciół Lotnictwa i Mazur", który odbył się w dniach 5-9 sierpnia 2020r. Pilota Leszka Fabiańskiego poznaliśmy w czasie wspólnych śniadań. Mieszkaliśmy w hotelu w Świętej Lipce przez 4 dni. Te kilka dni zaowocowały ciekawymi rozmowami o życiu, podróżach, pracy, satysfakcji z osiągnięć, cieszenia się każdym wylotem, odwiedzanym miejscem. To był ciepły, sympatyczny, ciekawy życia człowiek. Jego opowieści dotyczyły dzieci, wnuków, a przede wszystkim pasji latania. Na tym etapie życia Leszek najciekawiej potrafił mówić właśnie o lataniu. Cieszył się, że już może poświęcić się całkowicie swojej pasji. Opowiadał o świeżo zakupionym samolocie, o wylotach, podróżach po wszystkich lotniskach, o tym że nic go już nie ogranicza, ani praca, ani rodzina, ani czas. Potrafił dziś być w Zakopanem i podziwiać panoramę Tatr, by jutro znaleźć się na lotnisku w Bagiczu koło Kołobrzegu nad Bałtykiem.

Niestety po tragedii, do której doszło pod Kikitami wróciło wszystko co dotyczy Leszka z podwójną siłą. Opowieści Leszka w czasie wspólnych spotkań chłonęliśmy pełną piersią. Leszek to światowiec: znajomość języków, podróże motocyklem dookoła świata, rejsy jachtami, wyjazdy w najdalsze zakątki świata: Australia (ma tam dom), Malediwy, Alaska, Norwegia.

Po tym co się stało doznaliśmy szoku i traumy i nie potrafimy zrozumieć dlaczego?

Wszyscy widzieliśmy jak pięknie i precyzyjnie latał. Posiadał uprawnienia do nocnych lotów, nowiutki i doskonale wyposażony sprzęt...

Na zawsze zapadnie nam w pamięci ostatni niedzielny lot nad przepięknymi Mazurami, gdzie właśnie Leszek Fabiański prowadził całą grupę wraz z Grzegorzem Suboczem - reprezentującym organizatorów zlotu.

Jako uczestnicy zlotu serdecznie dziękujemy organizatorom: Pani Ani, Prezesowi Stanisławowi Tołwińskiemu oraz pilotowi instr. Jerzemu Kwiecińskiemu za perfekcyjne zorganizowanie lotniczej imprezy, za logistykę, transport, imprezy towarzyszące, za możliwość odwiedzenia tam wielu miejsc w tak krótkim czasie: Orneta, Giże, Kikity, Suwałki...

Na zakończenie mam jedną istotną uwagę, gdzie z trasy (w Suwałkach) wchodziliśmy od razu na prostą do lądowania. Powodowało to nagromadzenie sprzętów na podejściu do lądowania. Sugerowałbym w takich przypadkach, gdzie trasa pokrywa się z osią pasa wyznaczać jednak jakiś punkt zwrotny - zakręt, pozwoliłoby to wypracować i zachować separację.

I jeszcze jedna nasza zachcianka. Zabrakło nam w czasie pobytu nad magicznymi Mazurami chwili kąpieli i poplażowania nad jeziorkiem - dowolnym, to nie jest wymóg ale nasza skromna sugestia.

Spędziliśmy kilka bardzo ciekawych i udanych dni na wspólnym lataniu w doborowym towarzystwie w jedynej takiej lotniczej imprezie w Polsce.

Z lotniczym pozdrowieniem!

Teresa i Ryszard (OK-UUA79)

Dziękuję za Waszą korespondencje a szczególnie za tak ciekawe wspomnienie o Leszku. To bardzo miło z Twojej strony, że tak sympatycznie przypomniałeś nietuzinkową osobowość jednego z naszych kolegów pilotów XXII MZPLiM

To wszystko co napisałeś jest prawdą ale i powodem do wszechstronnej refleksji oraz niestety smutku, że straciliśmy tak „fajnego” kolegę, św. p. Leszka. Cześć jego pamięci!

Zgłoszone spostrzeżenia i uwagi zostały zapisane do specjalnego zbioru różnego rodzaju przypomnień przydatnych przy roboczych rozważaniach nad kolejna naszą imprezą lotniczą. Dziękuję w imieniu organizatorów!

Stanisław T.




Jak ojciec z synem …

Katastrofa Pana Leszka bardzo nami wstrząsnęła i nas zasmuciła.

Nie mogę w to wciąż uwierzyć że, tak miły człowiek z którym jedliśmy śniadania i słuchaliśmy jego ciekawych opowieści odszedł tak nagle, i już się nie spotkamy np. za rok na rajdzie. Wielka szkoda.

Jeśli chodzi o organizację zlotu razem z synem uważamy, że włożyłeś mnóstwo pracy (po raz kolejny) by rajd obfitował w atrakcję i by choć przez chwilę nikt się nie nudził. Szczerze mówiąc tempo rajdu i ilość atrakcji chwilami było wręcz „szalone”.

Formuła rajdu jest wspaniale TRAFIONA i mi osobiście idealnie odpowiada (latanie, zwiedzanie, poznawanie ludzi, poznawanie lotnisk, odrobina współzawodnictwa, a we wszystkim wymienionym dużo rozrywki).

Jedyna rzecz której był niedosyt to: wieczorne spotkania, wymiana doświadczeń i wspólnej integracji. Czyli formuła rozproszonego noclegu w sporej odległości od lotniska była najsłabszym ogniwem. Z wiadomych względów pewnie było to nieuniknione.

Zrobiliśmy sporo zdjęć, niestety jeszcze ich nie przebrałem. Jak trochę je uporządkuje to kilkanaście najciekawszych podeślę.

Mam nadzieję że za rok (a może wcześniej) rajd po raz kolejny się odbędzie, i że wszyscy spotkamy się i polatamy po raz kolejny.

Tomasz i Jakub (PIPER UL OK-AUD11)

Mnie/nam również brakowało wspólnych wieczorów , śpiewów radosnych gawęd i życiowych opowieści lotniczych. Ale coż robić …?

S.T.




Z Podkarpacia do Krainy Wielkich Jezior…

Wyprawę na Mazury własnym samolotem planowałem od kilku lat, ale ciągle wypadały jakieś ważniejsze sprawy. W tym roku, z powodu koronowanego wirusa, też myślałem, że z wyprawy nici.

A tu okazuje się, że jest XXII Rajd MZPLiM, i to w sierpniu, gdy ja i mój wspólnik od samolotu mamy urlopy. Również nasz kolega, Waldek zamierza lecieć swoim Viperem. I tak, w dwa samoloty wyruszyliśmy w czwartek, 6 sierpnia, po południu z naszego Podkarpacia po Wielką Przygodę. Lądujemy w Kętrzynie, wita nas pani Ania. Załogi Rajdu są jeszcze w trasie. Powoli się wszyscy zlatują. Jeszcze zwiedzanie muzeum Dywizjonu 303 i podróż do hotelu. Tu pierwsza niespodzianka – hotel bardzo dobry. Następny dzień – lot na lotnisko w Ornecie. Tutaj witają nas strażacy sikawką jak co najmniej jakiegoś Boeinga lub Airbusa. Jeszcze zwiedzanie miejscowych zabytków. Wszystko wspaniale zorganizowane. Czas mamy wypełniony co do minuty, z lotniczą dokładnością. Nie ma kiedy się nudzić. Po południu rejs statkiem po Śniardwach. Tu niespodziankę zrobiła zaprzyjaźniona załoga wodnosamolotu lądując i starując obok naszego statku. Następny dzień to lot na otwarcie nowego betonowego pasa w Suwałkach. Wracamy do Kętrzyna przez lądowisko Giże, gdzie przyjął nas bardzo serdecznie właściciel. Wieczorem lody, koncert w twierdzy Boyen i wspaniały pokaz fajerwerków. Następny dzień, niedziela, to ostatni dzień rajdu. Niestety, jak do tej pory pogoda dopisywała, to prognozy przewidują burze po południu na naszej trasie do domu. Wolimy nie ryzykować i wylecieć wcześniej, rezygnując z zaplanowanego przelotu po Mazurach. Jest to jedyny niedosyt z Rajdu, ale bezpieczeństwo jest najważniejsze. Przed nami ponad 420 km. Po niecałych 2,5 godz. lądujemy na naszym lądowisku. Jeszcze tylko telefon do Stanisława, z informacją, że bezpiecznie dotarliśmy do domu.

Był to pierwszy nasz udział w Rajdzie, ale zapewne nie ostatni. Spotkaliśmy się z dużą gościnnością, doskonałą organizacją, ciekawym wypełnieniem czasu. (Niektórzy twierdzą nawet, że za bardzo). Dziękujemy organizatorom za ogrom pracy, poświęconego czasu, wszystkim załogom za wspólnie spędzony czas i do następnego rajdu.

Bogusław (OM-M402)

Dzięki za kilka zdań swoich refleksji. Jeżeli Kraina Wielkich Jezior Mazurskich się podobała to należy wracać nie czekając no kolejną imprezę. Pokazując Mazury, atrakcje kulturowo turystyczne wokół lotnisk i lądowisk chcieliśmy właśnie tym napiętym (dla niektórych) programem „zarazić” Mazuram, wywołać potrzebę częstszych odwiedzin mazurskich lotnisk z których już tylko „krok” do turystycznej przygody i ciekawego relaksu. Zapewniam, że na wszystkich lotniskach gdzie byliśmy razem podczas przelotów samolotów ZLOTU, zawsze będziecie przyjmowani nadzwyczaj życzliwie i w przyjacielskiej atmosferze.

Do kolejnego spotkania na Mazurach

Stanisław T.






strona główna dla pilota kalendarz imprez biuro prasowe kontakt